- Boże, znowu macie z czymś problem? - grube, kręcone, kasztanowe włosy. Ubiór jak typowy hipis. A do tego ryj jak gówno. Sasha, proszę państwa.
- Może z Twoją buźką, nie pomyślałaś, że ktoś nie chce oglądać takiej tragedii? - ubliżyłam jej, przez co mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmieszek. Wszyscy, którzy byli w pomieszczeniu wybuchli śmiechem, oprócz oczywiście wiecznie poważnym ochroniarzy i kucharek.
Ta nic nie odpowiedziała, tylko wyminęła nas ze swoją tacką i miną jakby właśnie miała bliskie spotkanie ze szklanymi drzwiami.
- Dobra gówniarze, koniec żartów. Teraz się odsunąć. - dałam znak Amy, kiedy te małe pawiany się przemieściły na bok. Oczywiście nie uraczysz tu jakichś dobrych ciach, jedynie 14 i 15 - letnie zjebusy. - Dwa razy hamburger i woda. - rzuciłam oschle do obleśnej kobiety stojącej po drugiej stronie lady.
- To nie koncert życzeń. Dzisiaj tylko owsianka.
- Jest pani głucha czy głupia? - przekrzywiłam głowę w prawo i przymknęłam oczy, opierając się na łokciach.
Kucharka przewróciła oczami i poszła na zaplecze. Posłałam Amy uśmiech zwycięzcy i wróciłam wzrokiem na leżącą już przede mną tacę z moim "zamówieniem". Usiadłyśmy przy naszym stoliku, który był TYLKO nasz i zaczęłyśmy jeść. Pod czas gdy cały ośrodek zajmował się swoim jedzeniem, do stołówki weszła dyrektorka z ochroniarzem i...no właśnie z kim? To był jakiś chłopak. Na pewno starszy od nas. Może miał jakoś z 20 lat? Zaczesane do góry, brązowe włosy. Z tego co widziałam (a wzrok mam dobry) jego oczy były mieszanką zielonego i niebieskiego, co tworzyło zajebisty szary kolor. Chyba pierwszy raz od dwóch miesięcy widzę jakiegoś dobrego chłopaka. Z tego jak patrzyła na niego Amy, mogłam wywnioskować, że była tak samo zafascynowana jak ja. Tylko tysiąc razy bardziej. Normalne.
W końcu Sherwood zabrała głos:
- Proszę o ciszę! - jednym wrzaskiem zdążyła uspokoić całe zamieszanie. - Organizuję ten krótki apel, ze względu na bardzo ważną informację.
- No co ty... - powiedziałam cicho.
- Dabber! Nie zapominasz się!? - zwróciła mi uwagę szorstkim głosem, na co tylko prychnęłam.
Odchrząknęła i kontynuowała:
- Jak już mówiłam. - uchwyciła ze mną kontakt wzrokowy, by później znów rozglądać się po wszystkich. - W poniedziałek, czyli jutro, dołączy do nas nowy nieletni. Nic więcej nie zdradzę, ponieważ ten oto młody chłopak prosił, aby na razie nie ujawniać szczegółów. - wskazała na kolesia, którego wcześniej opisywałam. - Louis? Chcesz jeszcze coś dopowiedzieć?
Louis.
- Nie pani Sherwood, myślę, że powiedziano wszystko co potrzebne. - miał bardzo wysoki, subtelny głos. Podobał mi się.
- Świetnie w takim razie! Wracajcie do jedzenia, a jutro czeka Was kolejny apel, wtedy już z naszych nowym uczniem.
Taaa, nie dość, że siedzieliśmy w takim kanale to jeszcze musieliśmy się uczyć. Oczywiście mieliśmy wolne tylko w niedzielę, aby pójść do kaplicy, ale no kurwa, Kto do ciężkiej cholery by się tam wybierał? Halo, to zakład dla przestępców, nie świętoszków. Ja pierniczę.
Trójka wyszła z sali, a my powróciliśmy do żarcia tej papki zwanej hamburgerem.
- Fajny. - rzuciła dziewczyna obok mnie, na co wybuchłam śmiechem. - No co?
- Fajny? Śliniłaś się na jego widok. - zakpiłam.
- Co mam poradzić na to, że od paru miesięcy nie widziałam gołym okiem żadnego dobrego mężczyzny, a tu nagle jeb! Wchodzi taki model, a Twoje oczy mają dostać orgazmu!
Ponownie wybuchłam głębokim śmiechem, jednak teraz faktycznie mnie rozśmieszyła.
Whoa, to ja jeszcze potrafię się śmiać?
Po paru sekundach Amy dołączyła do mnie i śmiałyśmy się obie.
- A co ty na tego nowego? - zapytała, kiedy się uspokoiłyśmy. - Myślisz, że też będzie taki se-ksi?
- śmiesznie zaakcentowała słowo "seksi" na co zachichotałam.
Wzruszyłam ramionami i wzięłam łyka wody.
- Mam nadzieję.
- Może jak będzie spoko to go przyjmiemy do nas?
- Jak będzie spoko... - ponownie wzruszyłam ramionami. - Zależy co zrobił. Nie mam zamiaru przebywać w towarzystwie gościa, który będzie tu z powodu nagany w dzienniczku.
Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że się zgadza.
- Idziemy do pokoju? Mam w zanadrzu jeszcze parę papierosów. Potem jesteśmy skończone.
- Chodź. - potwierdziłam i ruszyłyśmy w stronę drzwi.
***
~Mrs.Sherwood~
- Powiedz mi jeszcze...czy rozmawiałeś w ostatnim czasie z Harrym? - zapytałam Louisa o kolejną rzecz, jaka przyszła mi do głowy.
- Niech się pani nie martwi. Rozmawiałem z nim i obiecał mi, że nie będzie robić już żadnych kretyńskich rzeczy. Sądzę, że ostatnie czasy nauczyły go co nie co. - odpowiedział pewny siebie Tomlinson.
- Dobrze więc. Na koniec może Ty masz do mnie jakieś pytania?
Chłopak przeczesał włosy ręką, którą później schował do kieszeni swoich spodni. Przymrużył lekko oczy.
- Tak. W zasadzie jedno mi się nasuwa. - wolno potrząsnął głową.
- Słucham. - podniosłam do góry prawe ramię.
Zastanowił się chwilę i zaczął:
- Czy jest tu jakaś osoba, która sprawia pani szczególne problemy? - od razu pomyślałam o Onice. Ta dziewczyna była niezrównoważona i niewychowana. Co z resztą widać.
- Cóż. Jest jedna dziewczyna.... - w połowie zdania przerwał mi.
- Tylko tyle chciałem wiedzieć. Do widzenia pani Sherwood. - uśmiechnął się i wyszedł.
- D-Do widzenia.
______________________________
Hej :)
Pierwszy rozdział za nami.
Jak myślicie, Harry zwiastuje kłopoty dla Nicki?
O co chodziło Louisowi?
Piszcie co myślicie. Czekam na Wasze opinie xx.
+ Jest Edit w zakładce "Bohaterowie"
I dwie nowe zakładki.
Do następnego!