wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 1

- Z drogi śmiecie! - krzyknęła Amy, kiedy dotarłyśmy do kolejki na stołówce. - Nie mam zamiaru czekać za jakimiś śmierdzielami! - zachichotałam. Amy jest moją przyjaciółką od chwili, gdy tylko trafiłyśmy razem do pokoju. To jedyna godna tutaj tytułu prawdziwej suki. Czasami potrafiła być wredniejsza i ostrzejsza ode mnie, co bardzo mi się podobało. Ale to właśnie mnie wszyscy się tutaj boją. I niech tak zostanie.
- Boże, znowu macie z czymś problem? - grube, kręcone, kasztanowe włosy. Ubiór jak typowy hipis. A do tego ryj jak gówno. Sasha, proszę państwa.
- Może z Twoją buźką, nie pomyślałaś, że ktoś nie chce oglądać takiej tragedii? - ubliżyłam jej, przez co mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmieszek. Wszyscy, którzy byli w pomieszczeniu wybuchli śmiechem, oprócz oczywiście wiecznie poważnym ochroniarzy i kucharek.
Ta nic nie odpowiedziała, tylko wyminęła nas ze swoją tacką i miną jakby właśnie miała bliskie spotkanie ze szklanymi drzwiami.
- Dobra gówniarze, koniec żartów. Teraz się odsunąć. - dałam znak Amy, kiedy te małe pawiany się przemieściły na bok. Oczywiście nie uraczysz tu jakichś dobrych ciach, jedynie 14 i 15 - letnie zjebusy. - Dwa razy hamburger i woda. - rzuciłam oschle do obleśnej kobiety stojącej po drugiej stronie lady.
- To nie koncert życzeń. Dzisiaj tylko owsianka.
- Jest pani głucha czy głupia? - przekrzywiłam głowę w prawo i przymknęłam oczy, opierając się na łokciach.
Kucharka przewróciła oczami i poszła na zaplecze. Posłałam Amy uśmiech zwycięzcy i wróciłam wzrokiem na leżącą już przede mną tacę z moim "zamówieniem". Usiadłyśmy przy naszym stoliku,  który był TYLKO nasz i zaczęłyśmy jeść. Pod czas gdy cały ośrodek zajmował się swoim jedzeniem, do stołówki weszła dyrektorka z ochroniarzem i...no właśnie z kim? To był jakiś chłopak. Na pewno starszy od nas. Może miał jakoś z 20 lat? Zaczesane do góry, brązowe włosy. Z tego co widziałam (a wzrok mam dobry) jego oczy były mieszanką zielonego i niebieskiego, co tworzyło zajebisty szary kolor. Chyba pierwszy raz od dwóch miesięcy widzę jakiegoś dobrego chłopaka. Z tego jak patrzyła na niego Amy, mogłam wywnioskować, że była tak samo zafascynowana jak ja. Tylko tysiąc razy bardziej. Normalne.
W końcu Sherwood zabrała głos:
- Proszę o ciszę! - jednym wrzaskiem zdążyła uspokoić całe zamieszanie. - Organizuję ten krótki apel, ze względu na bardzo ważną informację.
- No co ty... - powiedziałam cicho.
- Dabber! Nie zapominasz się!?  - zwróciła mi uwagę szorstkim głosem, na co tylko prychnęłam.
Odchrząknęła i kontynuowała:
- Jak już mówiłam. - uchwyciła ze mną kontakt wzrokowy, by później znów rozglądać się po wszystkich. - W poniedziałek, czyli jutro, dołączy do nas nowy nieletni. Nic więcej nie zdradzę, ponieważ ten oto młody chłopak prosił, aby na razie nie ujawniać szczegółów. - wskazała na kolesia, którego wcześniej opisywałam. - Louis? Chcesz jeszcze coś dopowiedzieć?
Louis.
- Nie pani Sherwood, myślę, że powiedziano wszystko co potrzebne. - miał bardzo wysoki, subtelny głos. Podobał mi się.
- Świetnie w takim razie! Wracajcie do jedzenia, a jutro czeka Was kolejny apel, wtedy już z naszych nowym uczniem.
Taaa, nie dość, że siedzieliśmy w takim kanale to jeszcze musieliśmy się uczyć. Oczywiście mieliśmy wolne tylko w niedzielę, aby pójść do kaplicy, ale no kurwa, Kto do ciężkiej cholery by się tam wybierał? Halo, to zakład dla przestępców, nie świętoszków. Ja pierniczę.
Trójka wyszła z sali, a my powróciliśmy do żarcia tej papki zwanej hamburgerem.
- Fajny. - rzuciła dziewczyna obok mnie, na co wybuchłam śmiechem. - No co?
- Fajny? Śliniłaś się na jego widok. - zakpiłam.
- Co mam poradzić na to, że od paru miesięcy nie widziałam gołym okiem żadnego dobrego mężczyzny, a tu nagle jeb! Wchodzi taki model, a Twoje oczy mają dostać orgazmu!
Ponownie wybuchłam głębokim śmiechem, jednak teraz faktycznie mnie rozśmieszyła.
Whoa, to ja jeszcze potrafię się śmiać?
Po paru sekundach Amy dołączyła do mnie i śmiałyśmy się obie.
- A co ty na tego nowego? - zapytała, kiedy się uspokoiłyśmy. - Myślisz, że też będzie taki se-ksi?
- śmiesznie zaakcentowała słowo "seksi" na co zachichotałam.
Wzruszyłam ramionami i wzięłam łyka wody.
- Mam nadzieję.
- Może jak będzie spoko to go przyjmiemy do nas?
- Jak będzie spoko... - ponownie wzruszyłam ramionami. - Zależy co zrobił. Nie mam zamiaru przebywać w towarzystwie gościa, który będzie tu z powodu nagany w dzienniczku.
Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że się zgadza.
- Idziemy do pokoju? Mam w zanadrzu jeszcze parę papierosów. Potem jesteśmy skończone.
- Chodź. - potwierdziłam i ruszyłyśmy w stronę drzwi.

                                                                              ***
                                                                     ~Mrs.Sherwood~

- Powiedz mi jeszcze...czy rozmawiałeś w ostatnim czasie z Harrym? - zapytałam Louisa o kolejną rzecz, jaka przyszła mi do głowy.
- Niech się pani nie martwi. Rozmawiałem z nim i obiecał mi, że nie będzie robić już żadnych kretyńskich rzeczy. Sądzę, że ostatnie czasy nauczyły go co nie co. - odpowiedział pewny siebie Tomlinson.
- Dobrze więc. Na koniec może Ty masz do mnie jakieś pytania?
Chłopak przeczesał włosy ręką, którą później schował do kieszeni swoich spodni. Przymrużył lekko oczy.
- Tak. W zasadzie jedno mi się nasuwa. - wolno potrząsnął głową.
- Słucham. - podniosłam do góry prawe ramię.
Zastanowił się chwilę i zaczął:
- Czy jest tu jakaś osoba, która sprawia pani szczególne problemy? - od razu pomyślałam o Onice. Ta dziewczyna była niezrównoważona i niewychowana. Co z resztą widać.
- Cóż. Jest jedna dziewczyna.... - w połowie zdania przerwał mi.
- Tylko tyle chciałem wiedzieć. Do widzenia pani Sherwood. - uśmiechnął się i wyszedł.
- D-Do widzenia.

                                                           ______________________________
Hej :)
Pierwszy rozdział za nami.
Jak myślicie, Harry zwiastuje kłopoty dla Nicki?
O co chodziło Louisowi? 
Piszcie co myślicie. Czekam na Wasze opinie xx.
+ Jest Edit w zakładce "Bohaterowie"
I dwie nowe zakładki.
Do następnego!


                                                               

czwartek, 30 października 2014

Prolog

   Nazywam się Nicki. Jeśli kiedykolwiek słyszałeś moje pełne imię, to nie waż się go wypowiadać na głos, albo nawet o nim myśleć. Och, dlaczego? Niech Cię to nie interesuje.
Tak, wiem, że wcale nie jestem sympatyczna, ale szczerze? Mam to gdzieś. Siedzę w poprawczaku od dwóch miesięcy. Zostałam skazana na sześć, gdyż pół roku temu pobiłam niejaką Monicę Fredro. Głupia suka.  Myślała, że nie dowiem się o tym jakie ploty rozpowiadała o mnie w całej szkole i mieście. Co z tego, że niektóre z nich było może prawdziwe? I tak gówno jej do tego. Nie zamierzałam skopać jej dupy aż do tego stopnia, iż wylądowała w szpitalu i zapadła w śpiączkę na dwa tygodnie (co jest mega komiczne), ale wyszło jak wyszło. Cóż, każdego szkoda. Tak właśnie się tu znalazła. Dwa lata temu, przez wakacje poznałam moją dawną paczkę, która niestety lub stety sprowadziła mnie na tą chujową drogę kryminału. Od 2012 roku walałam się po sądach i różnych ośrodkach, lecz gdy nawet to nie pomogło, a do tego doszło jeszcze pobicie, wsadzili mnie tutaj.
   Ta melina zwana profesjonalnie "Improvement" to zakład karno - opiekuńczy dla takich osób jak ja. Taaa...z tego co widać, jestem gorsza niż myślałam, bo większość z nich trzęsie przede mną portkami. Śmieszne cioty. Są tu chyba tylko ciołki, które źle zachowywały się w szkole. Ja i Amy - jedyna normalna i spoko dziewczyna tutaj - mamy po 16 i 17 lat. Podsumowując - żyjemy z gówniarzami nie starszymi niż gimnazjaliści. Słabo. Jest jeszcze jedna dziewczyna w moim wieku - Sasha. Mogę powiedzieć, że jest moim wrogiem numer 1. Nie wiem dlaczego i z jakiego powodu. Tak się przyjęło. Ten miesiąc niczego mnie nie nauczył i raczej nie nauczy. Nie zmienię się, sorry.
Powinnam wyjść stąd w maju, dlatego,że do zdarzenia doszło w sylwestra. Jest początek lutego, co oznacza kiblowanie jeszcze cztery miechy. Zajebiście, prawda? Haha, nie.
   Teraz może porozmawiajmy o przyszłości. Po jutrze, czyli w piątek, ma dołączyć tu jakiś...Styles? Tak, tak to chyba tak leciało. No więc, krążą pogłoski, że podpalił swoją starą już szkołę, ale nie zwracam na nie uwagi, ponieważ sama ich nienawidzę. "Pogłoski" to gówno. Może wreszcie ktoś godny nazywania "młodocianym przestępcą"? Jeśli będzie fajny, to może nawet go wkręcę. Nie wyobrażam sobie innego postrachu w tym zakładzie. Nigdy. W każdym razie, czekam na to, aby zobaczyć tego chłopaka.
   Cóż. Co mogę jeszcze powiedzieć? Moja historia rodzinna. Hm...to zdecydowanie wszystkich interesuje. Mój ojciec był alkoholikiem. Przez nałóg stracił pracę, a później mnie. Już w wieku 14 lat nie wytrzymałam i bez pomocy matki wypieprzyłam go z domu. Nie mam pojęcia gdzie teraz się podziewa i nie chcę wiedzieć. Po prostu nie mam taty. A mama? Uh...moja kochana mamusia nigdy nie potrafiła z niczym sobie poradzić. Niby była w domu ze mną, ale tak jakby jej nie było. Gdy zaczęłam się staczać, moja ciotka chodziła ze mną na rozprawy, zapisywała na odwyk. To też nic nie dało. W końcu i ona się poddała, a ja w tym czasie załatwiłam sprawę z Monicą i wylądowałam w "Improvement".
Samo z siebie widać, że wszystkie moje ścieżki prowadzą właśnie do tego miejsca.

                                                       _______________________________
Cześć!
Jeśli tutaj jesteś i spodobał Ci się ten prolog oraz chcesz wiedzieć co będzie pojawiało się dalej, proszę zostaw po sobie komentarz :) Serdecznie zapraszam do czytania.
Jeśli macie jakieś pytania, znajdziecie mnie na twitterze: @hejkatommo
i na asku: @HipsaPlease
xx.